sobota, 27 kwietnia 2013

uwielbiam radzicielki

Uwielbiam, uuuuuuuuuuuwielbiam pasjami rady obcych ludzi spotykanych na ulicy, w sklepie, w parku, nad jeziorem, ... Gdziekolwiek, czają się wszędzie! Zawsze się znajdzie jakiś radziciel, jakaś radzicielka.
Bawią mnie strasznie: ich poważny ton, zatroskanie na twarzy, wyraz niepomiernego zdziwienia bądź oburzenia. Nieraz zdarzy się także grymas niesmaku lub złości. Zdarza się nawet wściekłość!

Przykłady? Proszę.

Przykład nr 1. Wczorajszy spacer nad Maltą. Jedziemy z Mamą K. z Młodszymi dziećmi w wózkach, Starsze dzieci na rowerkach. Starsze dają z siebie wszystko, jeżdżą co prawda od prawa do lewa, ale wiadomo - 3latki. Nagle zza pleców w zawrotnym tempie wypada jakiś rowerzysta i z wściekłością na twarzy (ten grymas!!! jak ze sceny bitewnej, gdy bohater odcina głowę wrogowi ) i w głosie krzyczy: "weź to dziecko!!".
Przykład nr 2. Jadę z Młodszą w wózku, Starsza obok na rowerku (tak, sezon na rowery otwarty). Przechodzimy koło przystanku autobusowego. Nagle słyszę: "niech to dziecko nie jedzie tak blisko ulicy".
Przykład nr 3. Młodsza w chuście, ciepły dzień, bez skarpet. Słyszę: "a dziecku nie jest zimno w nóżki? takie sine ma".
Mogę tak dłużej.
Kto ma coś od siebie? Kwiatki takie?

2 komentarze:

  1. Chyba aż tak nie awansowałam, by powstrzymywać się całkowicie od uwag. Wiem, że są mamy takie jak np. Ty, które są w pełni świadome tego co robią i jak robią; jak dziecko jest ubrane itp., ale jest grono ludzi, którzy tej świadomości nie mają i chyba "radziciele" poczuwają się, by wziąć odpowiedzialność za "nierozsądnych" rodziców- z troski o dzieci a często po prostu z przyzwyczajenia (patrzy- starsze pokolenie- mają to wkodowane, że wiedzą lepiej i najlepiej--> ich się nie zmieni). Myślę, że w związku z historiami bardzo przykrymi, które nas otaczają (związane z kompletnym brakiem rozumu) mają do tego prawo. W rzeczywistości - co szkodzi, że coś takiego powiedzą. Teoretycznie skoro jesteś świadoma swego- może przejść Ci to bokiem, a być może gdy trafi to na inną osobę- na coś się to przyda?
    Taka oto moja refleksja.

    PS. Wiem, wiem... zobaczę, gdy będę mamą;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie chodzi o świadomość rodziców, bo przeważnie to "radzenie" to są uwagi powierzechowne, nic nie wnoszą do wiedzy i świadomości takiego rodzica. Są raczej aktem takiej prawie przemocy mentalnej, że osoba radząca wie lepiej jak inny człowiek powinien się zachowywać i czy tego chce, czy nie to i tak ta osoba o tym usłyszy.
    Ja jeszcze mogę zrozumieć rodziców, przyjaciół którzy chcą dobrze i być może oni właśnie podniosą świadomość niektórego rodzica swoją radą (choć rzadko jak dla mnie).
    Ale obca osoba? Widząca przygodnie jakąś pojedynczą sytuację? Mam na takie uwagi totalną niezgodę. Świadomości mojej nie podniesie, ocenia mnie i moje dziecko, kompletnie nie zna nas i naszej danej sytuacji, stawia siebie ponad. Dla mnie to ewidentny brak szacunku i wiary w innego człowieka oraz jakieś zawyżone mniemanie o sobie.
    Co szkodzi jak coś takiego powiedzą? Dają sygnał dziecku, że osoba dorosła, tylko dlatego, że jest dorosła może mieć prawo do oceniania jego zachowania/postawy/ubioru/emocji/itd. A słowa mają swoją moc.
    Czy my, jako osoby dorosłe spotykamy się z podobnymi uwagami na swój temat? Wyobrażasz sobie sytuację, że ktoś w tramwaju zwraca Ci obcesowo uwagę, że masz założoną za cienką bluzkę i zapalenie płuc murowane. Albo że krzywo przeszłaś przez przejście dla pieszych. Albo że stanęłaś za blisko ulicy. Albo za głośno coś powiedziałaś. Albo idziesz za wolno... I tak w kółko, każdego dnia?
    To też jest dodatkowa szpila dla nas, mam, że traktuje się nas chyba jak niepełnosprawne umysłowo - bo "zwykłym" ludziom uwagi się w ten sposób nie zwraca. A nasze dzieci tratowane są przedmiotowo, jak obiekty do wychowania, a nie jak pełnoprawni ludzie, który ma swoją wolność i wrażliwość.

    OdpowiedzUsuń