Przeczytałam wczoraj wywiad z Martyną Wojciechowską. Jest mamą 5latki. Jej dzień wygląda tak, że rano wstaje, śniadanie z córką, zawozi ją potem do przedszkola, potem pracuje do 17, albo 18: dwie redakcje, telewizja, itd. Wieczorem wspólna z córką kolacja, zabawa, kąpanko, baja i o 20 dziecko jej idzie spać. Potem Martyna siada do kompa i znów pracuje: pisze książkę. Piszę do późna w nocy, często prawie do rana, nierzadko śpi po 3 godziny na dobę.
Ja pierdziu! 3 godziny snu?! No i w ogóle co za organizacja czasu! Dziecko idzie spać, a ona bierze się do pracy? Po całym dniu w pracy?
Ja dziś wieczorem dość wcześnie położyłam dzieci spać i na co mam ochotę najbardziej? Też iść spać! :)
Mam w końcu swój czas wolny, kilka rzeczy do zrobienia: zdjęcia wyselekcjonować do wywołania, poczyścić kompa ze śmieci, umówić na kilka spotkań, posprzątać mieszkanie, uszyć dziecku jakąś zabawkę, przeczytać 5 książek, które zakupione czekają na swoją kolej, ... A tak siedzę, siedzę i moje myśli ciągle zwracają się ku sypialni i ciepłej kołdrze... Cóż za brak robotności!
Chciałabym móc lepiej wykorzystać mój czas wolny. I móc spać tylko 3 godziny na dobę bez bycia trupem przez cały kolejny dzień :)
A nawiasem mówiąc już, w dziwnym świecie żyjemy. Większość dzieci widzi swoich rodziców kilka godzin dziennie, a wychowują je obcy ludzie. Niby oczywiste, ale jak się tak nad tym zastanowić, to nie jest dziwne?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz