sobota, 27 kwietnia 2013

Człowiek też matka. Czy na odwrót jakoś tak.

Minął czas, gdy rodzicielstwo było czymś oczywistym, zwyczajnym, było taką najnormalniejszą częścią życia, niczym specjalnym.
Teraz dziecko i rodzicielstwo to Projekt.
Niegdyś dzieci się miało, po prostu.
Teraz się ma, aż.

W naszym zachodnim świecie model rodzicielstwa zaczął się podobno zmieniać po II wojnie światowej, gdy zaczęliśmy zamożnieć. Więcej pieniędzy, więcej czasu wolnego, więcej "własnego życia" dla rodzica. Mniej dzieci się rodzi, ale za to są intensywniej "zadbane": dzieci mniej są zaangażowane w pracę na rzecz rodziny, mają więcej czasu na zabawę.
Rośnie także świadomość rodziców, rozwija się psychologia,  pedagogika, prowadzone są różne badania naukowe.
I tak jak wcześniej wychowywało się tak, jak wszyscy albo tak jak samemu zostało się wychowanym (wszystko było proste, normalne, "bo tak robią wszyscy"), tak teraz wiele osób z mojego pokolenia nie chce w ogóle polegać na radach rodziców czy otoczenia! Tamta wiedza, podejście, wizja dziecka są im zupełnie obce. Na kim mają więc polegać? Gdzie szukać wsparcia dla siebie, jako rodzica gdy nie ma go w rodzinie, "w wiosce"?

W każdym razie "wychowanie" dziecka dziś nie jest takie proste, oczywiste, zwyczajne.
Rodzic (w tym Matka) szuka swojej filozofii wychowania, gdy dziecko jeszcze jest w brzuchu mamy. Już wtedy wyrabia sobie zdanie, szuka metod i sposobów. Czyta poradniki, magazyny, fora, internet. Do tego rady (najczęściej niechciane ale i tak dostane): rodziców, teściów, znajomych mających dzieci, znajomych niemających dzieci. Gdy dziecko już jest na świecie dochodzą do tego rady nieznajomych spotykanych na ulicach (moje ulubione)!
Fala, zalew, powódź, tsunami informacji, rad, metod, sposobów.
A Rodzic chce być dobrym rodzicem. Nie chce zepsuć dziecka. Chce dać mu dobry start w życie. No i czyta, słucha, edukuje się, wydaje pieniądze, poświęca czas, łamie głowę. Robi Projekt.

W jakimś magazynie/tygodniku (jakim? muszę go odnaleźć) padła teza, że przez to, że dziecko jest traktowane jako Projekt, młodzi boją się decydować na dzieci. Nie chcą zepsuć tego projektu, boją się, że nie podołają.
Wcześniej (kiedyś) mam wrażenie rodzice nie mieli takich wątpliwości. Teraz mamy.
Ale może to dobrze? Może przez te nasze poszukiwania nasze dzieci rzeczywiście coś zyskają?


PS. Zastanawia mnie:
Czy nasi rodzice też chcieli lepiej wychować swoje dzieci, niż ich wychowano?
Czy to raczej nasze pokolenie tak ma?
Chciałabym zrobić jakąś sondę na ten temat wśród starszego pokolenia. Kto może podpytać, niech podpyta.

3 komentarze:

  1. Moi rodzice a zwlaszcza mama zdecydowanie chcieli inaczej niz jej mama. Co widac. Tata miał fajna mame co tez widac w relacji miedzy rodzenstwem. Sory za brak polskich znakow-komorka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mama mojego szwagra też chciała inaczej niż jej rodzice. Szukam dalej.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, znalazłam ten artykuł o dziecku-projekcie: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,13246350,_Dziecko_staje_sie_projektem__produktem__ktory_ma.html#TRrelSST

    OdpowiedzUsuń