Wstaję o 6.00, potargana, zaspana, ledwo widzę świat przez przymknięte ciągle oczy.
Idę do salonu i klapię na kanapie obok męża, który je śniadanie.
- Śniło mi się, że zakochał się we mnie Rober Downey Junior... - mówię rozmarzona, ciągle jeszcze w półśnie.
- Aha - odpowiada lakonicznie mąż, też niewyspany.
- Aha? Ja tu mówię o pragnieniu miłości, a ty "aha"?? - pretensje mam.
- Wyprasujesz mi koszulę? - odpowiada pytaniem mąż.
- Halo, ja o miłości mówię, a ty o prasowaniu koszuli!!!
- To jest właśnie miłość - dopowiada mąż.
I miał rację.
Moj prasuje sobie sam. :-)
OdpowiedzUsuńMy mieliśmy dziś o praniu i gotowaniu z tych rozmów o miłości... ;]
OdpowiedzUsuń